Ebook w Polsce, czyli kicha

Opublikowane przez : paź 6, 2010 w Książki

Kicha, tak można określić stan rynku książki elektronicznej w Polsce. Ebooki nie przyjmują się, a dzieje się tak na skutek splotu wielu różnych okoliczności.

Gdyby wypunktować wszystkie błędy, jakie można popełnić przy wdrażaniu technologii takiej jak ebooki, nasi wydawcy i sprzedawcy mieliby szansę na odhaczenie wszystkich. A konkretnie? Jak to u nas jest?

odhaczenie

Po pierwsze, ceny niewiele niższe

Pierwszy problem, z którym muszą zmagać się kupujący ebooki w Polsce to ceny. O ile w innych krajach książki elektroniczne są znacząco tańsze, w Polsce ich ceny niewiele różnią się od cen książek tradycyjnych. Najważniejszy motor napędzający popyt na nowe rozwiązania – nie działa.

Trudno powiedzieć, dlaczego tak się dzieje. W końcu druk jest znacznie droższy niż przekształcanie książek na formę elektroniczną. A jednak polscy sprzedawcy i wydawcy prowadzą politykę cenową, która nie uwzględnia potrzeb nabywców wykorzystujących ebooki.

Po drugie, mały wybór

Co więcej, także wybór książek nie jest tak duży, jak oczekiwaliby klienci. Ciągle jeszcze wiele pozycji w ogóle nie pojawia się w formie elektronicznej. Co gorsza, dotyczy to zwłaszcza książek najbardziej wartościowych, merytorycznych i dobrze przygotowanych.

Całe mnóstwo jest natomiast takich, których poziom nie zadowala nikogo. Nic dziwnego – ebooki publikują wszyscy. Także ci, którzy wprawdzie mają wiele do powiedzenia, ale z reguły nie jest to nic sensownego. Książka elektroniczna staje się u nas synonimem czegoś gorszego, drugiego sortu.

Po trzecie, nie zawsze można z zagranicy

mapa tylko Polski

Co gorsza, ze względu na politykę wydawniczą wiele książek zagranicznych nie jest u nas w formie elektronicznej dostępna. Zamiast korzystać z przepastnych zasobów sprzedawców z Wielkiej Brytanii czy USA polscy czytelnicy mogą się jedynie ze smakiem oblizywać.

Ebooki nie dają więc u nas automatycznej przepustki do świata światowej literatury. Chyba, że o książki ich właściciele zadbają we własnym zakresie. Najczęściej ściągając pirackie wersje, za które nie zapłacili.

Po czwarte, gazety nie na czytniki

Podobną politykę prowadzą wydawcy prasy. Niektóre magazyny dostępne są jedynie na jeden rodzaj czytnika. Za inne można płacić tylko za pośrednictwem jednego systemu rozliczeń. I wreszcie promocje, które sprawiają, że dostęp do gazet w formie elektronicznej jest tańszy, nie obejmują wszystkich dodatków.

W sumie więc mamy chaos, w którym trudno się zorientować. Zamiast korzyści, ebooki utrudniają życie, przez co ich ekspansja nie jest tak dynamiczna, jak powinna. Wydawcy z kolei zasłaniają się małą popularnością formatu i w ten sposób tłumaczą swoją bierność. Słowem – błędne koło.

Po piąte, drogie urządzenia

ebook nad trawą

Warto także dodać, że same urządzenia, dzięki którym można czytać ebooki są u nas dość drogie. Nie wiedzieć czemu, nasi sprzedawcy życzą sobie za nie więcej niż ci zza granicy. Co dodatkowo zniechęca tych, którzy mogliby być potencjalnie chętni na zakup. Można powiedzieć, że w Polsce na rynku książek elektronicznych popełniane są wszystkie błędy, które można popełnić. I to z własnej, nieprzymuszonej woli uczestników rynku.